Czasami jest naprawdę trudno...
Weszłam
do domu, by pokazać im, że teraz jestem spokojna. Przypomniałam
sobie, że mam na sobie piżamę, ale nie przeszkadzało mi to.
Rozsiadłam się w fotelu wygodnie niczym królowa na tronie.
-Twoje
oczy – Italia jako jedyny śmiał się odezwać.
Podeszłam
do najbliższego lustra. Faktycznie zwykle zielone oczy, takie same
jak oczy Feliksa miały tym razem zabarwienie czerwone.
Szybkim
krokiem wróciłam na mój fotel ukrywając przy tym moje
zdezorientowanie.
-Siadajcie,
spokojnie na dziś mój limit brutalności się wyczerpał – widać
było, że nie wszyscy byli co do tego przekonani.
Italia
oczywiście nie dał się dwa razy prosić, od razu wskoczył na moje
kolana pomijając fakt, że teraz był od mnie wyższy. Inne nacje
powinna zaskoczyć ta nieoczekiwana zmiana zachowania Italii, jednak
to było za dużo dla nich. Po prostu usiedli i patrzyli czekając na
wyjaśnienia.
-Czyli...chcecie
tu zamieszkać? - starałam się przybrać najbardziej opiekuńczy
ton głosu
-Tak,
jeśli Ci to nie przeszkadza – powiedział
przymilnym głosem Ameryka
-Jasne,
czemu nie – wzruszyłam ramionami – Jednak nie zapominajcie, że
to mój dom i macie się słuchać moich zasad. Jeśli ją złamiecie,
czeka was kara. Odpowiednia dla każdego kraju.
-To
źnaci? - odpowiedział Chiny.
-Musicie
słuchać się moich zasad i wypełniać moich rozkazów. Zrozumiano?
-
spojrzałam
na każdego po kolei: Japonię, Anglię, Francję, Chiny, Litwę,
Polskę, Szwajcarię, Liechtenstein, Węgry, Ukrainę, Białoruś,
Hiszpanię, Romano, Amerykę, Kanadę, Włochy, Łotwę i Estonię.
-
Po pierwsze: W moim domu kraje dzielą się na dwie grupy. Jedna
pięcioosobowa a druga trzynastoosobowa. Grupa mniej liczna to:
Polska, Litwa, Kanada, Węgry i Italia. Oni mają tu specjalne
przywileje i obowiązki. Nie wolno ich obrażać czy ranić.
Zrozumiano? - wszyscy przytaknęli – reszta może wylecieć stąd
w każdej chwili. Druga sprawa: pokoje, zaraz was przydzielę do
odpowiednich pokoi i na drzwiach które nie mogą być otwierane,
narysuję „X”. Na strych i do piwnicy NIE WOLNO wejść. Reszta
pomieszczeń jest do waszej dyspozycji. Oczywiście do mojego pokoju
kompletny zakaz wejścia. Pytania?
-Kim
jesteś? - spytał się Estonia.
Uśmiechnęłam
się nerwowo, nie lubiłam się przedstawiać. Miałam
wtedy wrażenie, że to szpiedzy od wrogów, którzy chcą
mnie zabić. Eh, te przyzwyczajenia z wojny.
-Jestem
Nikol, nazwisk mam dużo, więc nie mogę wam podać
jednego. Ktoś inny?
-Ile
masz lat i skąd znasz Włochy? - następny głos zabrał
Francja.
-Nie
mogę wam powiedzieć ile mam lat, bo sama nie wiem. Wskazówką
może być tylko to, że biorę udział w każdej polskiej walce od
1410. Chibiliano poznałam jak zaczął pracować na dworze Austrii.
-Ciociu
Nico mówiłem, że nie lubię nazwy Chibiliano! - oburzył się
Italia na moich kolanach.
-Wiem,
ale byłeś wtedy taki malutki! - chwyciłam policzki w palce i
wykonałam typowe „puci, puci”. - Już piętnasta, Italia idź
się zdrzemnąć obudzę Cię za godzinę.
-Ale
ja chcę posłuchać! - wszyscy wpatrywali się w nas tępo.
-Italia
– zmroziłam go wzrokiem, spuścił głowę i udał się do jego
sypialni.
Nawet
nie wiem, jaką wziął. Zna ten dom dobrze, był już wszędzie
nawet w moim pokoju. Tylko on jeden, nikt więcej.
-Dlaczego
wyrzuciłaś tamtych z domu? - spytał się Romano.
-Czy
ty mnie wtedy słuchałeś? Jestem Polką, sześć razy amputowali mi
prawą rękę, lewą tylko cztery – patrzyłam na niego karcącym
wzrokiem.
-Jakim
cudem straciłaś tyle razy ręce i wciąż je masz? - mocno
zszokowany wykrztusił Łotwa.
-Każdy
zadaje mi to pytanie. Otóż już tłumaczę. Od początku kariery
wojskowej ludzie mówią, że jestem żołnierzem idealnym. Tylko
na plecach i brzuchu zachowują się blizny a moje kończyny zrastają się
w dość szybkim tempie. Nawet nie potrzebuję rehabilitacji, to
zawsze mnie cieszyło podczas wojen. Niestety leje się wtedy mnóstwo
krwi. Na szczęście nie odbija się to na moim zdrowiu
-Skoro
jesteś takim dobrym żołnierzem, to dlaczego żadna z kronik nie
mówi o tobie? Jakbyś nigdy nie istniała – odpyskował mi Anglia.
-Nie
przedstawiałam się nigdy nikomu, albo używałam fałszywych
nazwisk. Jeśli już to wymazywałam z wszystkich kronik i
pamiętników moje imiona i nazwiska. I nie dawałam się
fotografować. Co byś zrobił gdybyś zobaczył nazwisko jednej
osoby na przestrzeni sześciuset lat? - nie podobała mu się moja
odpowiedź.
Przypomniałam
sobie, że ostatnio rysowałam coś na większym formacie. Podeszłam
do najbliżej komody i wyciągnęłam blok techniczny w formacie A3 i
czarny marker. Następnie rozpisałam pary, które będą mieszkać
razem w pokojach:
Anglia
|
-
|
Francja
|
Chiny
|
Polska
|
Litwa
|
Szwajcaria
|
Liechtenstein
|
Węgry
|
Ukraina
|
Białoruś
|
-
|
Japonia
|
Włochy
|
Hiszpania
|
Romano
|
Ameryka
|
Kanada
|
Łotwa
|
Estonia
|
Owszem
Anglia i Białoruś nie miały pary do pokoju, ale Anglia nie potrafi
się z nikim nie kłócić. A Białorusi za bardzo się boją. Sądzę,
że ona sama też woli mieć swój własny pokój.
-Pytania?
-Ciemu
ja mam pokóji z Francia? - zapytał się Chiny.
-Tylko
ty masz siłę na niego tak wrzasnąć, żeby Ci nie odpyskował –
widziałam, że Francja się trochę oburzył. - Więc przejdźmy do
zasady numer trzy. Tutaj możecie ubierać się jak chcecie, ale
tylko jak wychodzicie. Macie. Się. Ubierać. Jak. Ludzie. - cedziłam
ostatnie słowa, by zrozumieli, że paradowanie w mundurach nie
wchodziło w rachubę.
-Wiem
też, że nie macie zbyt dużo normalnych ubrań, albo nie macie ich
wcale, więc jutro jadę do miasta na zakupy. Jadę wam kupić
ubrania.
-Czy
będę musiał za to zapłacić? - wtrącił się Szwajcaria.
-Nie,
niektórzy ludzie robią takie rzeczy b-e-z-i-n-t-e-r-e-s-o-w-n-i-e,
zapamiętaj, że coś takie istnieje. - rzuciłam mu lekceważąco. -
teraz wybaczcie, idę spać.
Po
czym zostawiłam ich powracając do pokoju, świetnie ma tylko pół
godziny, potem muszę obudzić Italię. Jak wcześniej podejrzewając
spał w moim łóżku, a ubrania miał porozrzucane po całym pokoju.
Jako iż ja sama tak robiłam, nie składałam mu rzeczy. Tylko
wślizgnęłam się do łóżka przymykając powieki i znowu diabeł
w plastikowej szacie zaczął wygrywać swój morderczy hejnał.
-Italia
wstawaj! - ten odmruknął coś w odpowiedzi – Serio wstawiaj, bo
Cię stąd wywalę. Rusz się, mi się też nie chcę.
Moje
poszturchiwania doczekały się tylko pomruków z jego strony. W
końcu użyłam broni ostatecznej zabrałam mu pierzynę. Tym razem
reakcja była natychmiastowa, wstał i zaczął się trząść z
zimna. Rzuciłam mu jego mundur i wyszłam z pokoju. Na dziś miałam
zaplanowane tylko sprzątanie ogrodu, czyli nic. Nie opłacało mi
się wstawać.
Doczłapałam
się do kuchni i otworzyłam lodówkę. Spoglądając krytycznie na
prawie puste pułki stwierdziłam, że muszę też zajść do
jakiegoś supermarketu. Pijąc
resztkę soku z pomarańczy rzuciłam się na kanapę. Nie widziałam
jeszcze żadnego z krajów. Czyżby siedzieli cicho w swoich
pokojach?
W
tym momencie do pokoju wszedł Ameryka ze swoim firmowym uśmiechem.
-Ameryko?
Mógłbyś mnie trochę pouczyć angielskiego? - posłałam mu
najpiękniejszy ze swoich uśmiechów.
Widać,
że go trochę zaskoczyło, na szczęście pozytywnie.
-Hej,
hej, hej! Czemu on ma cię uczyć angielskiego a nie ja?! - z
korytarza dobiegł głos Anglii.
-Bez
spiny Iggy! Otóż tłumaczę. W dzisiejszych czasach bez
angielskiego jesteś nikim, jednakowoż brytyjski akcent który
posiadasz ty, nie jest tak powszechny jak akcent amerykański, który
posiada tu obecny Alfred. Równocześnie ja sama, mam akcent czysto
kalifornijski, na tyle mocy, że ludzie myślą iż ja pochodzę z
Ameryki. Co jak już wicie, jest nieprawdą. Pytania?
-Skąd
znasz moje imię?
-Wiem
o was więcej niż wam się wydaje – odparłam tajemniczo.
Spojrzałam
na zegarek, 16:40. Przypomniało mi się, że byłam umówiona na
wywiad do gazety, na siedemnastą. Zeskoczyłam jak oparzona z kanapy
i zaczęłam biegać po domu jak opętana biorąc wszystkie potrzebne
rzeczy. Ubrałam, umalowałam i przygotowałam się w niecałe pięć
minut. Rzucając kluczykami w Polskę wrzasnęłam:
-Teraz
ty tu rządzisz, nie niszczcie niczego! - i już mnie nie było.
Jadąc
moim sportowym włoskim Ferrari, rozpędzałam się coraz bardziej,
nie patrząc na przepisy. Zaparkowałam blisko wejścia i znowu
spojrzałam na zegarek. Niezły czas, 16:57. Pokonałam ostatnie
schodki do budynku i ujrzałam miłą panią redaktor, która chciała
ze mną poprowadzić wywiad.
-Jak
miło, że jest pani przed czasem. Czy mogę zaproponować kawę? -
jej trochę skrzekliwy głos ranił me uczy, ale nie pokazałam tego.
Siedziałyśmy
w kawiarni, wyglądając na dobre przyjaciółki. Przez resztę
wywiadu sztucznie się uśmiechałam, ale widać było, że się na
to nabrała. Po spotkaniu udałam się do supermarketu. Specjalnie
biorąc podwójny zapas paluszków dla mnie i Feliksa. Żeby żaden z
krajów nie poczuł się pokrzywdzony wzięłam ulubioną przekąskę
dla każdego z nich.
Jadąc
już o wiele spokojniej nabierałam przeczucia, że w moim domu nie
jest do końca w porządku. Nie myliłam się.
Zamiast
spokojnej i tajemniczej rezydencji w środku lasu, zastałam głośną
i zagraconą posesję. Kraje najwidoczniej postanowiły urządzić
sobie imprezę w ogródku. Nie miała im tego za złe. Muszą
odreagować stres. Zaparkowałam auto wyjątkowo przed posesją i
ruszyłam w kierunku domu.
Drogę
zagrodził mi nieduży jednorożec tak biały, że aż raził w oczy.
-What
the fuck is it?! - wrzasnęłam tak, że wszyscy się odwrócili.
-Ale
co? - odparł ostrożnie Hiszpania.
-No
to! To to coś co przed mną stoi! Jakiś kucyk! - zaczęłam
strasznie gestykulować rękami.
-Czyli
ty też go widzisz? - spytał zaszokowany Anglia.
-A
co? Oni nie?
-Tylko
Norwegia, ale go tu nie ma
-Ok,
Robi się coraz dziwniej – zaczęłam się sztucznie uśmiechać,
czyli robiłam co zawsze z takich sytuacjach.
Anglia
jak zaczarowany podszedł do jednorożca pogłaskał go pod brodą i
zachęcił mnie do powtórzenia działania. To musiało wyglądać
naprawdę dziwnie. Dwójka ludzi głaszcząca niewidzialne zwierzę.
Nice. Anglia był nim tak oczarowany, że nie zauważył jak
odchodziłam. Italia jak zwykle mnie przytulił, tym razem na
powitanie. Lubiłam jego uściski, on jako jedyny nigdy mnie nie
zdradził. Nigdy nie wydał w ręce wroga.
Znowu
zamigotały mi przed oczami sceny z wojny. Krew, ból i łzy.
Automatycznie się otrząsnęłam. Było minęło, muszę zapamiętać
coś dobrego z tego życia. Wchodząc do domu spojrzałam kątem oka
na kalendarz. Trzynasty lipiec. Jutro są urodziny Francji, muszę
coś dla niego zrobić. Tylko dla przykładu, że Polacy mimo złości
są gotowi do radości.
Wślizgnęłam
się do mojego ciepłego łóżka i nastawiłam budzik na trzecią
nad ranem. Natychmiast zapadłam w głęboki sen.
Wynalazek
diabła bezczelnie zakończył mój piękny sen, ale mus to mus.
Cicho jak myszka zabrałam się do robienia ciasta. Na moje szczęście
zwykle mam wszystkie składniki. Nikt mi nie przeszkadzał, wszyscy
spali jak zabici. Miło. Zrobiłam duży tort śmietankowy
wyglądający jak wielka fraga Francji otulona różami z cukru. Moim
skromnym zdaniem wyszedł nieźle. Chciałam jeszcze coś dodać,
ale nie miałam pomysłów.
Znowu
spojrzałam na zegarek, siódma. Można go obudzić. Przeniosłam
tort z blatu na wcześniej przygotowany wózek. Doszłam do jego
pokoju i delikatnie zapukałam. Zero reakcji, powolutku otworzyłam
drzwi i wślizgnęłam się do pomieszczenia. Francja spał z błogim
uśmiechem na twarzy, a Chiny z ściągniętymi brwiami, jakby się
nad czymś zastanawiał.
Szybko
przypomniałam sobie słowa francuskiej wersji „Sto lat!” co było
proste, bo umiałam francuski. Nie chciałam się tylko do tego
przyznawać. Najpierw cichutko a potem już normalnie zaczęłam
śpiewać, zawsze mi mówiono, że mam ładny głos i powinnam robić
karierę muzyczną. Jednak rozbudziłam Francję na tyle by móc mu
złożyć życzenia.
-Joyeux
anniversaire! (Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin) –
obdarzyłam go najpiękniejszym ze swoich uśmiechów.
-To
ty znasz mój język? - spytał trochę zszokowany.
-Bien
sûr! (Oczywiście) – wyjaśniłam mu, że w szesnastym wieku się
go nauczyłam.
Przysiadłam
na łóżku i pokroiłam tort. Widać mu smakował, bo wziął cztery
porcje. W międzyczasie rozmawialiśmy po francusku. W sumie to o
niczym. Gdy wybiła dziewiąta, pożegnałam go i poszłam do siebie
na ostatnią chwilę snu. Niestety, już sięgałam po klamkę, by
otworzyć drzwi..
-Ciociu
Nico! Nico - Neko! - krzyknął Feliciano po czym zwisł mi na
plecach jak małpka.
-Co
chcesz na śniadanie?
-Pastę!
- nie spodziewałam się innej odpowiedzi.
Idąc
do kuchni z Włochami na plecach musiałam wyglądać co najmniej
dziwnie. Usmażyłam mnóstwo jajek i złożyłam je na wielkiej
tacy. Niosąc tacę zauważyłam, że Chibiliano jeszcze nie
zeskoczył z moich pleców. Położyłam półmisek na środku
długiego stołu, przygotowałam talerze i sztućce, po czym usiadłam
na jednym z miejsc i zaczęłam liczyć czas. C
Pięćdziesiąt
sekund, przychodzą kraje bałtyckie z Polską.
Minuta,
pojawiają się Alianci.
Minuta,
dwadzieścia dochodzą wszyscy inni.
-Minuta
trzydzieści dwa, tyle wam zajęło zgromadzenie się tutaj – ciszę
rozdarł mój głos. - Smacznego – na zachętę wzięłam jedno
jajko na swój talerz.
Zaczęła
się istna bitwa. Każdy chciał jajko przed innymi, postanowiłam
tym razem nie interweniować. Co ja się tam będę pchać? Niech się
sami zabijają. Powoli delektowałam się moim śniadaniem patrząc
jak Anglia kłóci się z Francją. Po co oni usiedli po przeciwnych
stronach? Po obelgach zaczęli w siebie rzucać jedzeniem. To było
już za dużo.
-Natalio?
Czy mogłabyś ich uspokoić? - zwróciłam się do Białorusi.
Skinęła
na mnie i rzuciła nożami w ramiona wiecznych wrogów. Anglia złapał
trzon w ostatniej chwili, ale Francja już nie zdążył.
-Pogratulować
cela – rzuciłam w jej stronę po czym wyciągnęłam Francję do
łazienki by opatrzyć ranę.
-Było
się kłócić? Zostać rannym w swoje urodziny! Cóż za
lekkomyślność – rzuciłam po francusku.
Przysiadł
na wannie z miną obrażonego dziecka. Opatrywałam mu rany i
marudziłam trochę pod nosem, oczywiście po francusku, żeby
rozumiał. Na jego ramieniu zauważyłam wiele blin. W końcu bije
się od wieków z Anglią, to zrozumiałe.
-Już!
Teraz nie możesz tylko wykonywać nagłych ruchów po Ci rana
wybuchnie, rozumiesz? - spytałam się najmilszym głosem na jaki
było mnie stać.
-Tak,
tak, już mogę iść? - przytaknął po czym nie czekając na
odpowiedź wyszedł pośpiesznym krokiem.
Przypomniałam
sobie o wczorajszej obietnicy zakupu ubrań. Tym razem o wiele
spokojniej przygotowałam się do wyjścia, jednak ponowiłam swój
ruch z wczoraj rzucając kluczami w Feliksa i mówiąc:
-Teraz ty tu rządzisz, nie niszczcie niczego! - i już mnie nie było, tym razem nie był tak mocno zaszokowany.
-Teraz ty tu rządzisz, nie niszczcie niczego! - i już mnie nie było, tym razem nie był tak mocno zaszokowany.
Przekraczając
ponad dwukrotnie dozwoloną prędkość, po prostu prosiłam się o
mandat. Jedak nikt mnie nie zatrzymał, chyba marka mojego samochodu,
z którego na marginesie jestem strasznie dumna, odstraszyła ich
tak, że nie chcieli tego robić.
Spędziłam
dobre dwie godziny szukając odpowiednich części garderoby. Biorąc
pod uwagę kulturę, upodobania i gusty. Dla siebie kupiłam tylko
jedną parę okularów przeciwsłonecznych. Obiecałam sobie, że
nigdy więcej sama nie pojadę na zakupy sama. Nie mogąc się
powstrzymać zaszłam też do sklepu elektronicznego i kupiłam
rzutnik z przenośnym ekranem. Postanowiłam, że urządzę w domu
małe kino. Zaskoczę ich tym działaniem, ale chcę, żeby z mojego
domu wynieśli chociaż kilka dobrych wspomnień. Nie tylko
wspomnienie morderczej dziewczyny sądzącej, że jest lepsza od
innych. Z miejsca się zasępiłam, nie chciałam, by mnie taką
zapamiętano. Chciałam, żeby pamiętali mnie tak jak Chibiliano,
miłą i opiekuńczą ciocię. Zawsze mi takiej osoby brakowało,
dlatego chcę, by nikt nie musiał przez to przechodzić.
Zaparkowałam
w garażu za domem, którego nie widać od frontu. Nosem czułam, że
w środku czeka mnie miła niespodzianka. I się nie myliłam.
Już
jak weszłam do domu powitał mnie słodki zapach naleśników z
syropem klonowym, tylko Kanada takie robi. Na stole w jadalni leżał
obrus z zszytych małych flag wszystkich państw, które były
podpisane. Jakbym o kimś zapomniała.
-Oh
my.... - wykrztusiłam i rzuciłam torby z zakupami na podłogę.
Od
razu, jak moża było to przewidzieć, Włochy rzucił mi się na
szyję.
-A
z jakiej to okazji? - powiedziałam do zebranych, byli wszyscy.
-Chcemy,
żebyś nas nie zapomniała! - odpowiedział mały Łotwa.
-O
was nigdy – po czym przytuliłam najmłodszego Bałta.
-Ja
mam dla was prezenty! - rozdałam każdemu jego torbę, na szczęście
podobały im się ich nowe ubrania. Szczególnie Anglii, kurtka z
wielką brytyjską flagą na plecach.
Do
wieczora siedzieliśmy przy stole i opowiadaliśmy sobie śmieszne
historię. Wyglądaliśmy jak naprawdę duża rodzina. Podczas
naszego „posiedzenia” ustaliliśmy, że najlepiej będzie jak co
dwa dni będę wyjeżdżać z jakimś krajem na wycieczkę. A raz w
miesiącu wszyscy będziemy gdzieś jeździć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz