Początek
Oczami
Feliksa
Kłótnia
trwała zażarcie. Wszyscy coś robili, nawet Kanada. Wszyscy oprócz
mnie. Siedziałem cicho z rękoma ściśniętymi w pięści. Tylko
ja.
Reszta
zrzucała na mnie dziwne spojrzenia. Zwykle gadam więcej niż oni
razem wzięci, ale dziś tylko się przywitałem. Nie zabrałem głosu
w żadnej ze spraw. Czułem, że Litwa będzie chciał ze mną o tym
porozmawiać.
Ja
nie chciałem z nim rozmawiać. W sumie to z nikim nie chciałem. Ja
po prostu czułem, że niedługo stanie się coś niespodziewanego.
Coś co zaszkodzi nam wszystkim. Niektórym naprawdę tego życzyłem,
ale nikomu tego nie powiedziałem nawet Lici.
Nawet
się nie spostrzegłem, a konferencja się skończyła. Nawet nie
wiem o czym była. Pewnie coś o budowaniu nowego lepszego świata po
wojnie. O wojnie z winy Niemiec i Rosji. Nienawidziłem ich z całego
serca. Tak samo jak Prus. Ten typek nawet nie jest już państwem,
dlaczego on żyje? Tego to nikt nie wiedział.
Westchnąłem
ciężko i wstałem, znowu muszę zacząć grać dzieciaka. Powoli
już zaczynało mnie to męczyć , ale sam wybrałem sobie taki
kierunek życia. Nie mogę narzekać. Nie teraz.
Jakoś
zdołałem wyślizgnąć się sprzed rąk Litwy. Po raz pierwszy
mnogość korytarzy w domu Francji na coś się przydała. Teraz
czeka mnie tułaczka z Paryża do domu. Po prostu świetnie.
Nim
ktokolwiek zobaczył, że wychodzę już siedząc na koniu pędziłem
w stronę domu. Zatopiony w myślach, nie kierowałem zbyt uważnie,
ale na szczęście mam talent do jeździectwa, więc wszystko robiłem
bez namysłu. Jak wtedy kiedy chodzisz jedną ścieżką milion razy
i znasz każdy jej fragment na pamięć.
Nie
spodziewałem się tego co zobaczyłem. Nie byłem psychicznie
nastawiony do tego. Mój dom. Mój piękny dom, tyle razy zniszczony,
tyle razy odbudowywany, stał w płomieniach. Niewiele myśląc
zeskoczyłem z konia i wbiegłem prosto w płomienie.
Czułem
jak lizały moje ciało, jak otwierały moje blizny. Nie dbałem o
to, pobiegłem na sam środek i upadłem na kolana. Zacząłem
płakać. Sam z siebie, płakałem jak bóbr, jednak trochę się
uśmiechałem. Mimo, że moja sytuacja była beznadziejna zacząłem
się śmiać płacząc jednocześnie. W pewnym momencie zemdlałem.
Obudziłem się dopiero w środku nocy, bity przez Litwę w policzki.
-Ała!
Co ty robisz?! - krzyknąłem na niego tak, że nawet ja się
zdziwiłem.
-P-przepraszam,
chciałem Cię tylko obudzić
Spojrzałem
dookoła. Z mojego cudownego drewnianego domku w środku lasu zostały
tylko gruzy. Kilka najbliższych drzew także ucierpiały na skutek
pożaru.
-Czego
chcesz? - warknąłem próbując ukryć mój smutek po kolejnej
utracie domu.
-Przyjechałem
po ciebie, mamy jechać na kolejne spotkanie
-Znowu?
O co tym razem chodzi?
-Jak
to „znowu”? Ostatnia konferencja była tydzień temu i ty na niej
nie byłeś!
-Przecież
byłem, tylko zwiałem totalnie szybko zanim ktoś ogarnął, że
idę.
Świetnie,
tylko mi nie mówcie, że zasnąłem na dwa tygodnie! Przecież to
totalnie niemożliwe!
Lekko
spanikowany spojrzałem na Litwę. Patrzył się na mnie tym swoim
opiekuńczym wzrokiem. To jedno spojrzenie mówiło wszystko:
-Martwię
się o ciebie – wspaniale, bierze mnie na litość, chce wszystko
od mnie wyciągnąć.
-Po
co? U mnie jest totalnie w porządku – po tych słowach posłałem
mu mój uśmiech pod tytułem: „Nie-gdajmy-o-tym”, ale
wiedziałem, że go nie przekonałem.
-Stary,
to nie ja leżałem w ruinach swojego domu przez dwa tygodnie bez
znaku życia! - zdziwiłem się on nigdy nie powiedział do mnie
„stary”.
Zamyśliłem
się trochę. Jednak znowu mnie szturchnął.
-Ej!
Mówię do ciebie! Nie odlatuj mi tu! Naprawdę...Co się z tobą
dzieje?!
Krzyczał
na mnie. Naprawdę podniósł głos. Mógł się o mnie zamartwiać.
Jednak przypomniało mi się jak on zachowywał się inaczej niż
zwykle. Było to koło roku 1410, ale wtedy trochę powalczyliśmy z
tym debilem Prusy i musiał zostać moim lennikiem. To Lici poprawiło
humor. Poniżanie innych, zawsze działało na złe samopoczucie.
Jednak teraz, po Drugiej Wojnie Światowej nie możemy walczyć.
Życie w pokoju i takie tam. Muszę teraz mieć jakiś cel! Dostałem
naprawdę mocnego kopniaka w twarz.
-Ała!
Cholera jasna, Toris! Co ty odwalasz?!
-Słuchaj
jak do ciebie mówię! A od kiedy mi mówisz po imieniu?! - mocno się
wkurzył, takiej furii nie widziałem u niego nigdy.
-Przepraszam,
Litwo. Nie powinienem tak się zachowywać w stosunku do Ciebie
Zaskoczyłem
go, po raz pierwszy pokazałem komuś prawdziwego mnie, bez maski
dziecka.
-Naprawdę
mnie zaskakujesz ostatnio. Może jeszcze mi powiesz, że nie jesz
paluszków?
-A
masz? - w sprawie paluszków nie mogę dorosnąć .
-Choć
na tą konferencję, a kupię ci dwie paczki.
-Obiecujesz?
-Tak,
obiecuję – uśmiechnął się do mnie z ulgą.
Kiedy
tylko usadowił się dobrze na koniu ruszył galopem. Nie puszę mu
tego płazem. Od razu zacząłem się z nim ścigać, nie wolno
szarpać mojego honoru. Nigdy. Doskonale o tym wiedział i
wykorzystywał, by mnie rozweselić.
Nie
spostrzegłem się, gdy dojechaliśmy na miejsce konferencji. Dom
Niemiec. Chciałem stąd uciec, nie ważne co by pomyśleli o mnie
inni, ale ze względu na paluszkową obietnicę Litwy zostałem.
Mimo, że będę tam tylko fizycznie. Zrobię to tylko dla Litwy.
Automatycznie
wzdrygnąłem na wspomnienia, które wróciły do mnie po
przekroczeniu progu. Ostatni raz kiedy tu byłem, siedziałem trzy
dni bez wody i jedzenia w podziemiu. Natychmiast zapiekły mnie
blizny po tamtych torturach. Musiałem się im przeciwstawić.
Musiałem być silny, dla przykładu, dla Litwy, dla samego siebie.
Litwa
szedł przed mną, widać było w jego kroku, że wie dokąd iść i
wcale mu się to nie uśmiecha. Pewnie przez wzgląd na mnie. Szedłem
za nim bez namysłu, duchowo będąc gdzieś indziej. Zatrzymał się,
ale tego nie zauważyłem , więc wpadłem na niego, co sprowadziło
mnie na ziemię.
Drzwi
się otworzyły i wyszedł Niemiec w tym samym mundurze, który miał
na sobie podczas torturowania mnie. Tego było za wiele. Odwróciłem
się na pięcie i ruszyłem biegiem w kierunku drzwi. Wypadłem z
tego domu koszmarów i biegłem w kierunku domu. Słyszałem za mną
krzyki wołające do złapania mnie, ale byłem dla nich za szybki.
Czując jak gałęzie uderzają mnie w twarz, biegłem tak długo aż
zobaczyłem te zgliszcza po moim domu. Przerażający widok, dla mnie
był uściśnieniem tragedii.
Nie
wiedząc co ze sobą zrobić, usiadłem jak rozkapryszony bachor i
zamyśliłem się znowu. Mogę spędzić kilka dni u Lici, dopóki
nie odbudują mi domu, ale będzie zadawał mi trudne pytania. Mogę
też iść do Węgier, ale ona będzie jeszcze bardziej się martwić.
Zostaje mi tylko Italia, ale on za dużo czasu spędza z tym debilem
Niemcy. Moja jedyna opcja to zostanie tutaj i odbudowanie swojego
domu własnoręcznie.
Zaraz
po podjęciu decyzji, wstałem i ruszyłem w kierunku Warszawy. Tam
na pewno dostanę jakieś materiały do budowy. Nie przeszedłem
nawet stu metrów, gdy usłyszałem za sobą Litwę który mnie woła.
Wyszedłem mu na spotkanie, ale płakał więc musiało się stać
coś złego.
-Polsko!
Nie wolno tak uciekać z konferencji! - próbował się uśmiechnąć
-Czemu
płaczesz? Co się stało?
-Mój
dom się spalił – stało się to czego się obawiałem.
-Czy
tylko twój?
-To
właśnie było tematem naszego spotkania. Wszystkim państwom się
spaliły domy. Ustaliliśmy jednogłośnie, że wprowadzimy się do
znajomej Włoch.
-Do
znajomej Włoch?! Przecież to jest obca osoba! A jak coś się
stanie? - mój lęk przed nieznajomymi się uaktywnił.
-Uspokój się, nie będzie źle, dogadasz się z nią. To Polka
-Uspokój się, nie będzie źle, dogadasz się z nią. To Polka
Że
niby ja mam zamieszkać u kogoś obcego?! Ja?!
-To
totalnie niemożliwe! Nie zrobię tego!
-Zrobisz,
choćbym musiał Cię tam siłą zabrać – pierwszy raz słyszałem
u niego taki ton głosu.
Trochę
się przeraziłem, od kilku dni Litwa nie zachowywał się normalnie.
A może on też wcześniej tylko grał? Znam
go już ponad pięćset lat to nie może być prawda. A może
jednak? Przybrałem minę obrażonego dzieciaka odpowiednią do
sytuacji.
-Wszystkie
twoje rzeczy spłonęły? - spytałem się go.
-Niestety
– już powstrzymał płacz.
-Choć,
ja jestem na to przygotowany – ruszyłem w kierunku małej szopy,
wyglądającej jak najzwyklejszy w świecie pagórek.
-Wow!
Od kiedy to tu jest? - był naprawdę zdziwiony.
-Po
pierwszej wojnie światowej, wykopałem tu sobie mały bunkier. Mam
trochę mundurów, ale tylko polskie. Będziesz wyglądał totalnie
uroczo w moich barwach! - widać było jak na dłoni, że mu się nie
uśmiecha paradowanie w moim mundurze.
Bunkier
był mały, więc ja wszedłem do środka i wziąłem tylko
najważniejsze rzeczy. Mundury, bandaże, paluszki, mała puchata
poducha i co dla mnie najbardziej znaczący album ze zdjęciami.
Mimowolnie uśmiechnąłem się do wspomnień, kiedy byliśmy mali.
-Wyłaź,
bo się spóźnimy! - na ziemię sprowadził mnie krzyk Litwy.
Mrucząc
pod nosem wrzuciłem rzeczy na wyjazd do dwóch walizek i wyszedłem
z mojej szopy. Wręczyłem Lici jedną walizkę i ruszyłem na przód.
-Nie
chcę Cię martwić, ale musimy iść w tamtym kierunku – wskazał
kierunek przeciwny do obranego przez mnie.
-Przecież
wiem, ale sprawdzam twoją totalną orientację!
Po
drodze spotkaliśmy inne państwa, które dołączały do nas. Na
końcu drogi byliśmy wszyscy oprócz Italii. Nie odzywaliśmy się
do siebie, a ja próbowałem zwiększyć odległość między mną,
Niemcami i Rosją. Nie chcę prowokować kłótni.
-Tak,
w ogóle gdzie Italia? - spytałem przy bramie do wielkiej posesji.
-On
już jest na miejscu, od wczoraj – odpowiedział Ameryka.
Jak
tylko przekroczyliśmy bramę, w moje oczy uderzył najpiękniejszy
krajobraz jaki kiedykolwiek widziałem. A przecież jestem Polską.
Nie ma ładniejszego kraju jak mój.
Kręta
żwirowa droga o szerokości ledwo na jeden samochód prowadziła do
fantastycznego dworku architektonicznie wyglądającego jak
połączenie pałacu Tyszkiewiczów (Litwa) z moim pałacem na wodzie
w Warszawie. Na prawo i lewo jak okiem sięgnąć rozciągał się
piękny dębowy las. Wzdłuż ścieżki wiły się dwa małe strumyki
gromadzące nadmiar wody deszczowej i pławiąc ją do małego
zbiornika wodnego przy dworku nad którym przebiegał mały kamienny
mostek.
Wszyscy
zagwizdaliśmy z uznaniem. Tu było naprawdę pięknie. Było akurat
popołudnie więc światło padało idealnie i równomiernie. Cicho
podeszliśmy do drzwi i ktoś zadzwonił dzwonkiem.
Otworzyła
nam całkiem ładna dziewczyna około siedemnastki, miała oczy
identyczne jak moje, i włosy długie, rude. Nie
była zbyt wysoka, ale za to bardzo szczupła i wyglądająca jakby
wiele przeszła. Gdyby nie jej włosy, wyglądałaby podobnie do
mnie.
Zanim
się zorientowała o co chodzi, wszyscy wsypaliśmy się do jej domu.
No prawie wszyscy. Niemcy, Prusy, Rosja i Austria nie zdążyły
zagrodziła im drogę ręką.
-Macie
niezły tupet tu przychodzić, i jeszcze większy, żeby bez pytania
wparowywać mi do domu – miała bardzo melodyjny głos, typowej
starszej siostry, ale używała takiego tonu, że można było się
przerazić.
Nawet
na nich nie patrzała. Od razu poczułem do niej sympatię.
-Przepraszam,
ale nie wiem o co Ci chodzi – pierwszy odezwał się Niemiec
-Od
kiedy jesteśmy na „ty”, skurwielu ? - nie mogłem uwierzyć, że
to powiedziała. I to do Niemiec!
Ten
nawet nie wiedział o co chodzi. Patrzeli na siebie zdezorientowani.
-Pójdziecie
sami, czy mam wam pomóc? - nadal używała tonu mordercy - Nie wiesz
o co chodzi, tępy młotku? Nie dziwie się, taki idiota jak ty ma
ciasną głowę. Gdybyś miał chociaż te dwa punktu IQ
dostrzegłbyś, że na prawo od moich drzwi znajduje się godło
Polski, a nad drzwiami namalowałam flagę. Nie przypadkowo. Moja
rodzina jest jedną z nielicznych czystokrwistych Polaków. Nie masz
prawa wejść na ziemię bronioną przez nas. Więc zabieraj swój
debilny zadek i uciekaj póki masz jeszcze nogi - poczułem dumę.
Byłem z niej dumny, z każdym jej słowem czułem napływającą
dumę. Najpierw nieśmiało się rodzącą, by za chwilę objąć
całe moje serce.
Jednak
tylko we mnie rozbudziła takie emocje. Poczułem, że niektórzy
przestali oddychać. Wszyscy wpatrywali się w nią albo z szacunkiem
albo strachem. Tylko ja miałem dumę w oczach, ale chyba
tego nie zauważyła. Nagle Prusy zaczął się śmiać. To był jego
błąd.
Polka
nie wiadomo skąd wziętym nożem rozcięła
mu gardło i rzuciła jego tchawicą w Niemca. Gilbert upadł na
brzuch, więc na jego plecach narysowała znak Polski Walczącej,
byłem z niej tak dumy, jak ojciec ze swojej córki podczas odbioru
świadectw ze studiów. Ten gest wzbudził w moich towarzyszach
jeszcze większą trwogę.
Jeśli
się nie usuniesz z mojej posesji, tępaku w przeciągu pięciu minut
to skończysz gorzej niż on – w duchu odetchnąłem z ulgą. Nie
będę musiał mieszkać z tym sadystą! On tylko przerzucił ciało
brata przez plecy i rzucił się do ucieczki.
-Austrio,
nie sądzisz chyba, że Cię tu przyjmę, co? - bał się jej, to
było widać.
-Z
całym szacunkiem, niestety nie wiem czym ja zawiniłem
-Nie
wie! - przybrała rozbawioną minę – A może przypomną Ci się
daty 1683, 1772 i 1795 ?
Do
mojej świadomości automatycznie przebiły się wspomnienia z
tamtych lat. I ten ból po zdradzie Austrii. Jednak mogłem mu to
wybaczyć, gdy patrzyłem jak ucieka z podkulonym ogonem przez Polką.
Następny
był Rosja. Stanęła przed nim, co wyglądało naprawdę dziwnie
przy ich różnice w wzroście. Była jednak nieustraszona.
-Dobrze
wiesz, że masz uciekać, prawda?
-Wódka?
- nawet na chwilę nie przestał się uśmiechać.
-Tobie
też mam pomóc?
Rosja
odwrócił się nieśpiesznie i nucąc pijacką piosenkę oddalał
się co raz bardziej. Dziewczyna odwróciła się. Wszyscy patrzyli
na nią z rosnącym szacunkiem. Ona jedna bez pomocy nikogo, nie
będąc Białorusią, pogoniła Rosję! To trzeba gdzieś zapisać!
Wiedziałem
na razie tylko jedno: Nastały dziwne czasy, a ja chcę im sprostać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz