poniedziałek, 24 czerwca 2013

Gitara

Gitara

Siedzieliśmy wygodnie w moim prowizorycznym kinie w piwnicy. Były tutaj najlepsze warunki. Dźwięk idealnie się rozchodził, dzięki materiałowemu wnętrzu, światło było tylko sztuczne, a idealnie płaska ściana służyła za ekran. Całość wyglądała jak miniaturowe kino. Ponagliłam wszystkich by zajęli swoje miejsca i się wyciszyli.
Na pierwszy ogień poszedł pierwszy odcinek „Axis Power Hetalia”. Byli trochę zszokowani, że na podstawie ich życia powstało anime, ale polubili je bardzo. Jeszcze bardziej polubili jak oglądaliśmy filmiki na Youtube. Nie tylko te z Hetalii.
Przy dziesiątym odcinku spojrzałam na godzinę.
-Ups, trochę się zasiedzieliśmy już jedenasta. Do pokoi – przerwałam niezwykle pasjonujący odcinek.
-Weź! Tylko skończymy jeszcze tylko pół godziny! - Ameryka zaczął narzekać.
-To jest serial, obejrzysz później
-Ale jest o mnie! Daj chociaż mi skończyć!
-Tak, pozwolę tobie, to Iggy będzie chciał zostać potem Francja, potem reszta Aliantów i Oś, potem Bałty i cała reszta. Nie, nie, nie! Na górę, spać – nie dałam się ugiąć.
Trochę zawiedzeni, trochę zasmuceni ruszyli do wyjścia. Przeliczyłam ich, siedemnastu. Świetnie, nie ma Romano. Przeszukałam całą salę kinową. Nic. Jego pokój, nic. Kuchnia, nic. Główna łazienka, nic. Jadalnia, nic. Strych, nic. Gdzie on, do cholery jest?! Broń ostateczna.
-Romano! Choć pomóż mi zrobić sok pomidorowy! - nie nabrał się.
Nadal go nie było. Gdzie rzesz on polazł?! Usłyszałam bardzo cisze „kurde” gdzieś z prawej. Na prawdo była tylko lodówka. Otworzyłam ją. W środku był Romano. Chciałam mu chamsko zamknąć drzwi przed nosem, ale opanowałam swoją złośliwość. Wyciągnęłam go z lodówki i postawiłam przed sobą. Na kąciku ust miał czerwoną kropkę, tak samo na palcu.
-Czy zjadłeś wszystkie pomidory? - spytałam spokojnie. - I czemu siedziałeś w lodówce?
-Tak
-Co „Tak”? „Tak” to nie jest odpowiedź na oba pytania. Rano mi powiesz, teraz idź spać – po czym poczochrałam go po głowie, co widać go zdenerwowało, jednak się posłuchał.
Rano obudził mnie telefon. Okazało się, że moja gitara, którą pół roku temu uszkodzoną dałam do naprawy dziś przyniesie kurier. Ucieszona jak nigdy wybiegłam z pokoju w piżamie, prosto na strych, gdzie trzymam mój wzmacniacz. Przeniosłam go do małego korytarza przy wejściu, żeby od razu móc zagrać na mojej gitarze. Tak za nią tęsknię! To była pierwsza gitara wyprodukowana w barwach Wielkiej Brytanii. Więc była dla mnie naprawdę wyjątkowa, nikt poza mną jeszcze na niej nie zagrał. Autentyczna gitara elektryczna z 1950, warta naprawdę wiele dla kolekcjonerów, a dla mnie jeszcze więcej.
Dzwonek do drzwi.
Kurier.
Podpis odbioru.
Rozpakowana paczka.
Wielka radość, kiedy ściskałam moją ukochaną gitarę po pół roku.
A to tylko w trzy minuty.
Podłączyłam ją do wzmacniacza i nie patrząc na godzinę zaczęłam grać. Idealny dźwięk, mimo upływu lat. Bajka.
-Kto znów grzebie w moich płytach? - wydarł się nie do końca rozbudzony Anglia.
Wiedziałam, że słucha rocka.
-Odsuń się od mojej gitary, jeszcze się nią nie nacieszyłam. - odsunęłam się od niego.
Na szczęście się posłuchał. Patrzył na mnie, jak gram. Miło było. Zagrałam mu kilka utworów z repertuaru brytyjskich zespołów po czym zabrałam się za mój ulubiony zespół „Sabaton”. Jednak w połowie piosenki „40 to 1” musiałam przerwać, bo do małego hallu wszedł Francja z miną zabójcy.
-Nie dość, że on słucha tej muzyki na zebraniach, to ty ją jeszcze grasz? - spytał po francusku, by Anglia nie zrozumiał.
-Przepraszam, ale on pół roku mojej gitary w ręku nie miałam – widać, że uległ mojemu słodkiemu uśmiechowi i mi wybaczył.
Odłączając wzmacniacz zarzuciłam moją gitarę na plecy. Wyglądałam jak hipster z lat '80. W kuchni czekała na mnie niespodzianka, Kanada zrobił naleśniki z syropem klonowym. Jedyne danie z tamtego kontynentu, które mogę zjeść. Przytuliłam mocno Kanadę i rzuciłam się pochłaniać naleśniki. W moim przypadku nikt tego się nie spodziewał.

To był ostatni z normalnych poranków, ale o tym miałam się przekonać dopiero jutro. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz