Gitara
Siedzieliśmy
wygodnie w moim prowizorycznym kinie w piwnicy. Były tutaj najlepsze
warunki. Dźwięk idealnie się rozchodził, dzięki materiałowemu
wnętrzu, światło było tylko sztuczne, a idealnie płaska ściana
służyła za ekran. Całość wyglądała jak miniaturowe kino.
Ponagliłam wszystkich by zajęli swoje miejsca i się wyciszyli.
Na
pierwszy ogień poszedł pierwszy odcinek „Axis Power Hetalia”.
Byli trochę zszokowani, że na podstawie ich życia powstało anime,
ale polubili je bardzo. Jeszcze bardziej polubili jak oglądaliśmy
filmiki na Youtube. Nie tylko te z Hetalii.
Przy
dziesiątym odcinku spojrzałam na godzinę.
-Ups,
trochę się zasiedzieliśmy już jedenasta. Do pokoi – przerwałam
niezwykle pasjonujący odcinek.
-Weź!
Tylko skończymy jeszcze tylko pół godziny! - Ameryka zaczął
narzekać.
-To
jest serial, obejrzysz później
-Ale
jest o mnie! Daj chociaż mi skończyć!
-Tak,
pozwolę tobie, to Iggy będzie chciał zostać potem Francja, potem
reszta Aliantów i Oś, potem Bałty i cała reszta. Nie, nie, nie!
Na górę, spać – nie dałam się ugiąć.
Trochę
zawiedzeni, trochę zasmuceni ruszyli do wyjścia. Przeliczyłam ich,
siedemnastu. Świetnie, nie ma Romano. Przeszukałam całą salę
kinową. Nic. Jego pokój, nic. Kuchnia, nic. Główna łazienka,
nic. Jadalnia, nic. Strych, nic. Gdzie on, do cholery jest?! Broń
ostateczna.
-Romano!
Choć pomóż mi zrobić sok pomidorowy! - nie nabrał się.
Nadal
go nie było. Gdzie rzesz on polazł?! Usłyszałam bardzo cisze
„kurde” gdzieś z prawej. Na prawdo była tylko lodówka.
Otworzyłam ją. W środku był Romano. Chciałam mu chamsko zamknąć
drzwi przed nosem, ale opanowałam swoją złośliwość. Wyciągnęłam
go z lodówki i postawiłam przed sobą. Na kąciku ust miał
czerwoną kropkę, tak samo na palcu.
-Czy
zjadłeś wszystkie pomidory? - spytałam spokojnie. - I czemu
siedziałeś w lodówce?
-Tak
-Co
„Tak”? „Tak” to nie jest odpowiedź na oba pytania. Rano mi
powiesz, teraz idź spać – po czym poczochrałam go po głowie, co
widać go zdenerwowało, jednak się posłuchał.
Rano
obudził mnie telefon. Okazało się, że moja gitara, którą pół
roku temu uszkodzoną dałam do naprawy dziś przyniesie kurier.
Ucieszona jak nigdy wybiegłam z pokoju w piżamie, prosto na strych,
gdzie trzymam mój wzmacniacz. Przeniosłam go do małego korytarza
przy wejściu, żeby od razu móc zagrać na mojej gitarze. Tak za
nią tęsknię! To była pierwsza gitara wyprodukowana w barwach
Wielkiej Brytanii. Więc była dla mnie naprawdę wyjątkowa, nikt
poza mną jeszcze na niej nie zagrał. Autentyczna gitara elektryczna
z 1950, warta naprawdę wiele dla kolekcjonerów, a dla mnie jeszcze
więcej.
Dzwonek
do drzwi.
Kurier.
Podpis
odbioru.
Rozpakowana
paczka.
Wielka
radość, kiedy ściskałam moją ukochaną gitarę po pół roku.
A
to tylko w trzy minuty.
Podłączyłam
ją do wzmacniacza i nie patrząc na godzinę zaczęłam grać.
Idealny dźwięk, mimo upływu lat. Bajka.
-Kto
znów grzebie w moich płytach? - wydarł się nie do końca
rozbudzony Anglia.
Wiedziałam,
że słucha rocka.
-Odsuń
się od mojej gitary, jeszcze się nią nie nacieszyłam. - odsunęłam
się od niego.
Na
szczęście się posłuchał. Patrzył na mnie, jak gram. Miło było.
Zagrałam mu kilka utworów z repertuaru brytyjskich zespołów po
czym zabrałam się za mój ulubiony zespół „Sabaton”. Jednak w
połowie piosenki „40 to 1” musiałam przerwać, bo do małego
hallu wszedł Francja z miną zabójcy.
-Nie
dość, że on słucha tej muzyki na zebraniach, to ty ją jeszcze
grasz? - spytał po francusku, by Anglia nie zrozumiał.
-Przepraszam,
ale on pół roku mojej gitary w ręku nie miałam – widać, że
uległ mojemu słodkiemu uśmiechowi i mi wybaczył.
Odłączając
wzmacniacz zarzuciłam moją gitarę na plecy. Wyglądałam jak
hipster z lat '80. W kuchni czekała na mnie niespodzianka, Kanada
zrobił naleśniki z syropem klonowym. Jedyne danie z tamtego
kontynentu, które mogę zjeść. Przytuliłam mocno Kanadę i
rzuciłam się pochłaniać naleśniki. W moim przypadku nikt tego
się nie spodziewał.
To
był ostatni z normalnych poranków, ale o tym miałam się przekonać
dopiero jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz