Czasami
jest naprawdę trudno...
Oczami
Francji
Ta
dziewczyna jest naprawdę ładna. Jej rude włosy, lekko pofalowane
przy końcówkach sięgają jej pasa, a zielone oczy pięknie z nimi
współgrają dodając jej młodzieńczego wyglądu. Jednak w jej
oczach nie było widać
cudownego błysku tylko chęć
mordu.
Mimo to uważałem, że to najpiękniejsza osoba jaką kiedykolwiek
widziałem. Wiem, że nie wszyscy w to uwierzą, ale naprawdę
się
w niej zakochałem. Zakochałem się człowieku już nie pierwszy
raz, ale pierwszy raz tak mocno. Nie widziałem świata poza nią,
teraz była moim Słońcem, czymś do czego muszę być uwiązany.
Spędziłbym nawet tydzień jedzenia angielskich potraw z Iggy'm,
byle tylko ona też mnie pokochała. Dla niej zrobiłbym to z
uśmiechem.
Tylko, że ona jest
Polką. Polacy tak łatwo nie przebaczają, a zawsze są wystawiani
do wiatru. Poczułem wstyd, że nie pomogłem im podczas drugiej
wojny światowej. Też byłem w nieciekawej pozycji, ale oni mieli
jeszcze gorzej. Między Niemcami, a Rosją, młotem a kowadłem. A i
tak zadali im gigantyczne straty, jak sobie zacząłem przypominać,
to zawsze tak było. Polacy cichy naród małych zabójców.
Jedynie wychwyciłem
jej imię, Nikol. Z miejsca poczułem zazdrość do Włoch, że może
ją tak często przytulać, a ona się na niego nie gniewa. Zrobiłbym
prawie wszystko by zamienić się z nim miejscami, żeby to mnie tak
przytulała.
Zadałem jej jedno
pytanie, po czym trochę się rozmarzyłem, ale zorientowałem się
kiedy musiałem wyjść posłusznie za Chinami do pokoju. Nie
odzywałem się i wiedziałem, że ktoś zwróci na to uwagę.
Musiałem coś wymyślić.
Opcja 1: Mój dom
spłoną, mogę się martwić o moją przyszłość.
Opcja 2: Mogę się
martwić, jak będzie wyglądało moje życie tutaj.
Opcja 3: Mogę się
martwić, czy dostanę tutaj dobre jedzenie.
Nie mam więcej opcji,
któraś musi wystarczyć. Rozpakowanie nie zajęło mi zbyt dużo
czasu, bo większość moich ubrań spłonęła, więc położyłem
się na łóżku i dokładniej przyjrzałem się pokojowi.
Ściany zlewały się
z sufitem tym samym kolorem beżu, jednak kontrastując z brązową,
drewnianą podłogą. Naprzeciwko drzwi rozciągało się wypukłe
okno, z szerokim parapetem, na którym można by było usiąść. Na
lewo od okna stało moje łóżko z małą toaletką, i średniej
wielkości świerkową komodą co było odbiciem lustrzanym do
drugiej strony pokoju. Jedynym elementem zakłócającym efekt
motyla, były drzwi przy łóżku Chin, prowadzących do łazienki.
Jeszcze tam nie byłem, ale sądzę, że jest zaprojektowana
podobnie.
Zamyśliłem się na
tyle mocno, że nie zauważyłem jak zasnąłem. Śniło mi się, że
leżę na łące, a Nikol trzyma swoją głowę na moim brzuchu. To
był naprawdę miły sen, ona się śmiała i ja też. Jednak moje
marzenia musiał zakłócić jakiś trzask z głównego hallu.
Dziwne, Chin nie ma w pokoju.
Wychyliłem głowę z
pokoju, ale nie byłem jedyny. Łotwa, Litwa i Romano też wychylili
głowy. Po czym usłyszeliśmy jedno „Hę?!” od Polski i
wiedzieliśmy, że czas na zebranie.
Na szczęście
wszystkie nacje pomyślały tak samo, bo każdy poszedł do jadalni.
Usiedliśmy przy długim stole z ciemnego drewna. Każdy miał
miejsce, a mimo to zostało jedno. Przez chwilę siedzieliśmy cicho
jednak Anglia pierwszy (jak zwykle) zabrał głos:
-Co o niej sądzicie? - po tych słowach rozgrzała istna bitwa, jedni się jej boją inni ją uwielbiają. A ja siedzę sobie cicho.
-Co o niej sądzicie? - po tych słowach rozgrzała istna bitwa, jedni się jej boją inni ją uwielbiają. A ja siedzę sobie cicho.
Rozejrzałem się po
krajach, jakby coś mnie zmusiło. Okazało się, że Polska tak samo
nic nie mówi, spojrzałem mu w oczy. W nich było ukryte wszystko,
on chyba czuł to samo co ja.
-Dobra uspokójmy się
wszyscy! Z kłótni nic dobrego nie wynika! - przekrzyczał
wszystkich Ameryka. Na szczęście podziałało, umilkli. - Dobra,
niech teraz podniosą rękę Ci co chcą tu zostać.
Wszyscy podnieśli
ręce, więc ucieszyłem się, że wszyscy tu będą. Nigdy tego nie
mówiłem nikomu i nikomu tego nie pokazywałem, ale lubię jak jest
dużo osób w jednym miejscu. Szkoda tylko, że Anglia jest tutaj.
-Może dla rozluźnienia
atmosfery zrobimy przyjęcie ogrodowe? - zaproponowałem, na co (o
dziwo!) wszyscy się zgodzili.
Zabraliśmy się do
przygotowań, jednak nie zajęło nam to sporo czasu, dzięki czemu
mogliśmy zacząć naszą „imprezę”. Jednak to był zły pomysł,
tak myślę, ale przynajmniej się coś dzieje. Rozmawialiśmy sobie
w małych grupkach w ogrodzie przed domem, aż ujrzeliśmy światła
lamp.
Nico wysiadła ze
swojego samochodu i znowu się wyłączyłem, byłem tak pogrążony
w moim transie, że nie zauważyłem kiedy znalazłem się w łóżku
słodko śpiąc. Mój sen był tym razem inny. Zniknęła łąka i
Nico, zamiast tego byłem w jakimś ciemnym labiryncie, z pochodniami
na ścianach. Rzucały jednak mało światła, były od siebie za
bardzo oddalone. Nagle usłyszałem śpiew, piękny śpiew. Musiałem
znaleźć źródło tego, jednak śpiew robił się coraz
wyraźniejszy i głośniejszy jak zamazywała mi się droga.
Okazało się, że to
Nico śpiewa „Sto lat” w moim języku. Miała cudowny głos
wokalny i niesamowity akcent podczas wymowy. Jeszcze nie wiedziałem
kogoś to tak dobrze wymawia zdania w moim języku, oczywiście poza
mną.
Jak nachylała się
nad mną z ciastem w ręku przypominała mi
anioła. Mój prywatny anioł gratulujący mi przeżycia kolejnego
roku. Byłem wniebowzięty. Jeszcze się do mnie uśmiechała.
Czułem, że coraz bardziej się w niej zakochuję. To głupie,
zakochać się w osobie, z którą rozmawiasz po raz pierwszy.
Wytłumaczyła mi, że
nauczyła się mojego języka bardzo dawno. To miłe uczucie, duma.
Pokroiła
własnoręcznie upieczony tort i podała kawałek. Najlepszy tort
jaki kiedykolwiek jadłem. Ona chyba potrafi wszystko. Zjadłem
cztery porcje, a w międzyczasie rozmawialiśmy w moim języku,
mógłbym to robić cały czas, dzień w dzień, ale wszystko co
dobre kiedyś się kończy. Musiała iść i zostałem sam ze swoimi
myślami.
Strasznie wolno
ubrałem się i wynurzyłem się z pokoju. Kuszący zapach zwabił
mnie do jadalni. Mój anioł już siedział, oczywiście z Włochami
przy sobie, czekając na nas, by zacząć śniadanie. Powiedziała
nam coś, po czym życzyła nam smacznego. Rzuciłem się po jajko,
by przed innymi zjeść, jednak nie ja jedyny rzuciłem się na
jajka. A ona tylko na to patrzała, i nic.
Ten
głupek Anglia, usiadł naprzeciwko mnie przez co widział moje
spojrzenia na Nico. Oczywiście nie puścił tego płazem i zaczął
z tego żartować z tego powodu, ale nie zostawałem mu dłużny i
zacząłem wyzywać go od piratów i innych. Nico patrzała się na
nas jawnie, nawet nie próbowała tego ukryć. Nagle Anglia rzucił
we mnie jedzeniem, oczywiście mu oddałem. Wtedy Nikol powiedziała
coś czego nie usłyszałem i od razu poczułem o co chodziło. Nóż
Białorusi niezwykle mocno wbił mi się w ramie. Osłupiony przez
ból, posłusznie wstałem z miejsca i poszedłem za Nico. Narzekała
na mnie w moim języku, i tak była dla mnie jak anioł.
Opatrzyła mnie robiąc
to tak delikatnie, że prawie nic nie czułem. Chciałem jej
podziękować, ale coś mnie przytrzymało. Jeszcze powiem o kilka
słów za dużo i domyśli się co do niej czuję. O nie, nie mogę
do tego dopuścić! Będę jej unikał póki nie obmyślę jakiegoś
planu działania.
Jak tylko skończyła
wprost wybiegłem z łazienki do swojego pokoju. Owinąłem się na
łóżku kołdrą. Musiałem wyglądać wtedy jak biały croissant.
Naprawdę nie potrafiłem wymyślać planów, zawsze zrzucałem tę
robotę na moich szefów. I teraz się na mnie to odbiło. Chociaż...
mogę ją traktować jak to robi Włochy. Jako starszą siostrę, czy
ciotkę. Ale to nie w moim stylu. Muszę ją traktować jako
przyjaciółkę, a potem może kto wie, dziewczynę?
Mam plan, to miło.
Znowu usłyszałem trzask zamykanych drzwi, czyżby powtórka z
wczoraj?
Znowu usłyszałem
trzask drzwi, więc to pewnie znaczy, że czas na kolejną naradę.
Zebraliśmy się znowu tak samo.
-Co o niej sądzicie? -
powtórzył się Anglia.
-Zaczynasz się
powtarzać, herbaciarzu – wysiliłem się na moją typową
cyniczność.
Oczywiście on zaczął
się ze mną kłócić i mnie obrażać. Na co inne kraje reagują
potępionym spojrzeniem. Po jakimś czasie po prostu patrzeliśmy na
siebie obrażonym wzrokiem. Inne nacje chyba uznały to za koniec
kłótni.
-Może zrobimy jej
jakiś prezent? W końcu ona nam sporo pieniędzy poświęciła –
zaproponował Łotwa.
Wszyscy przystali na
tę propozycję z chęcią i zabraliśmy się do obmyślania
prezentu. Padały różne propozycje, jedne głupsze inne nawiązujące
do kultur innych krajów. Stopniowo dyskusja przeradzała się w
kłótnie. Wszyscy chcieli udowodnić innym, że mają beznadziejne
pomysły. Tylko ja i Polska siedzieliśmy cicho i myśleliśmy nad
dobrym pomysłem.
-A może zrobimy obrus
z małych flag? - powiedzieliśmy jednocześnie, dzięki czemu nasze
głosy zdołały się przebić przez ogólny rumor.
Na szczęście nasz
pomysł się spodobał, więc przystąpiliśmy do realizacji
projektu. Na początku szyliśmy małe flagi z materiałów Anglii
(Kto zabiera takie rzeczy w takich okolicznościach?), ale okazało
się, że nie wszyscy mają taki talent jak Iggy. Po ponownej
naradzie ustaliliśmy, że to były korsarz uszyje flagi tych co nie
umieją, a Kanada zrobi muffiny z czekoladą.
Zdążyliśmy w
ostatniej chwili, już Nico otwierała drzwi, gdy my zarzucaliśmy
nasze podpisane flagi.
Wyglądała jak zwykle
pięknie. Jej długie rude włosy powoli zaczynały się kołtunić,
ale zielone oczy nie straciły swojego blasku. Oczywiście ten Włochy
od razu wykorzystał sytuację i rzucił się na jej szyję. Po raz
kolejny odpłynąłem marząc o nierealnym życiu. Nawet się nie
spostrzegłem, gdy leżałem już w łóżku powoli zasypiając.
Następnego dnia,
wszyscy obudziliśmy się przed Nico. Była może trzecia, gdy wyszła
z pokoju, oczywiście w piżamie i skarpetkach.
-Ok! Co powiecie na
małe kino? - zapytała się nas wszystkich.
Mimo wątpliwości
chciałem zobaczyć co nam zaproponowała. Zaprowadziła nas do
piwnicy i usadziła na miękkich czerwonych materiałowych fotelach.
Całe pomieszczenie wyglądało jak małe kino, którym było. Nico
chwilę poszperała w laptopie po czym z głośników ryknął na nas
openning jakiegoś anime.
„Axis Powers
Hetalia”, bo tak brzmiał tytuł anime, okazał się serią scen z
naszej historii. Po prostu był o nas. To było naprawdę
dezorientujące, my na anime? Wow.
Zerkając dyskretnie
na Nico, zauważyłem jak pod nosem komentuje to co widzi. Chciałem
usłyszeć jej komentarze na nasz temat. Jednak jej twarz wykrzywiała
się a oczy tryskały nienawiścią, za każdym razem, gdy na ekranie
pojawiał się Niemcy, Rosja, Prusy albo Austria, czyli często.
Nagle znowu się wyłączyłem, tak było do ranka, kiedy obudziły
mnie dziwne dźwięki. Czyżby Anglia znowu puszcza tą swoją durną
muzykę?!
Półprzytomny z
ochotą zabicia Arthura wszedłem do hallu. Serio nie spodziewałem
się zobaczyć tego, co widziałem.
Moja piękność jak
zwykle w piżamie siedziała na podłodze wśród fragmentów
rozerwanej paczki trzymając w rękach gitarę w kolorach Wielkiej
Brytanii.
-Nie
dość, że on słucha tej muzyki na zebraniach, to ty ją jeszcze
grasz? - spytałem ją po francusku z nadzieją, że Anglia tego nie
zrozumie.
-Przepraszam,
ale on pół roku mojej gitary w ręku nie miałam – po czym
posłała mi najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem,
nie ma szans, wybaczam jej.
Lekko
zrezygnowany poszedłem do kuchni na śniadanie, by jeszcze raz
popatrzyć na mojego anioła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz