niedziela, 9 czerwca 2013

Początek

Początek

Jak w każdą sobotę siedziałam sobie przy kominku czytając książkę, niczym ta sobota nie różniła się od innych. Prawie niczym, jeden malutki szczególik, który zadecydował o tym, że moje życie potoczyło się w takim kierunku. Po za tym nadając mu szaleńczy rytm i coraz to nowsze niespodzianki każdego dnia.
Ten malutki szczególik właśnie zaczął dobijać się do moich drzwi, chociaż słowo „drzwi” nie pasowało do nich, bardziej „wrota”.
Zmęczona po całym tygodniu poczłapałam do drzwi i je otworzyłam. Stał tam sam Feliciano Vargas.
-Ciocia Nico! - krzyknął i rzucił mi się na szyję
-Mamma mia! Chibiliano! Ale ty wyrosłeś!
Tuliłam go dobre kilka minut, a potem zaprowadziłam go do kuchni. Od razu wziął się za przygotowywanie pasty. Tak jak to miał w zwyczaju, kiedy do mnie przychodził, jak był malutki i służył u tego „arystokraty” Austrii. Siadałam wtedy z nim na kolanach i słuchałam jego opowieści. Stałam się dla niego po prostu ciotką Nico, bo nie potrafił powiedzieć mojego imienia Nikol. I zostało Nico.
Rozmawialiśmy dość długo, szczególnie o jego początkach samodzielnego życia, gdy odszedł od Austrii. Widziałam jednak po jego zachowaniu, że coś przed mną ukrywa.
-Felicjano, dobrze wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko, prawda?
-Etto....eh...etto... - widać wyraźnie że wstydził się o coś mnie poprosić.
By dodać mu otuchy przytuliłam go do siebie kołysząc się na boki i nucąc kołysankę. Bardzo to lubił w dzieciństwie, a on tak szybko by się nie zmienił. Pomijają fakt, że ostatni raz widziałam go ponad pięćset lat temu.
Nie byłam ani królestwem ani państwem, jednak żyłam dalej. Sama nie wiedziałam jak to działa. Po prostu się nie starzałam, zawsze wyglądałam jak siedemnastolatka. Przez pierwsze dwa wieki pracowałam prawie bez przerwy, by dorobić się dzisiejszego majątku. Do tej pory pracuję tylko lżej. Jako tłumacz, pisarka, albo historyk.
Usłyszałam jak pochrapuje po cichutku, najwyraźniej zamyśliłam się tak mocno, że nie zauważyłam, kiedy zasnął. Ułożyłam go na kanapie, i przykryłam kocem, którym owinełam się podczas czytania książki. Szybko zaniosłam resztki po kolacji do kuchni i mogłam się z czystym sumieniem położyć do łóżka.
Ledwo położyłam głowę na poduszce bezduszna maszyna o demonicznej nazwie „budzik” odgrywała już swoją morderczą balladę, mającą na celu wytrącenie mnie z łóżka. Stękając wyczłapałam się z pokoju poprzednio rzucając budzikiem z odpowiednią siłą o ścianę.
Raptem wyszłam z pokoju poczułam błogosławiony zapach świeżej pizzy. Całkiem rozbudzona i cała w skowronkach weszłam do pokoju, gdzie czekał na mnie ciepły włoski przysmak.
-Buongiorno! (Dzień dobry) – zawołał Feliciano.
-To która jest godzina? - zapytałam mocno zdezorientowana.
-Dochodzi czternasta
-Jakim cudem ja nie śpię? - zapytałam siebie w duchu.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Zmęczona, nieprzebrana i nieuczesana poszłam prosto do wrót, by je otworzyć, chcą spławić kolejną osobę. Zwykle przychodzili domokrążcy, choć parę razy przyszedł facet, chcąc odkupić dom i zrobić w nim muzeum.
Otworzyłam drzwi i zamurowało mnie. Stały tam aż 22 państwa, każde z walizką albo torbą. Wyglądali jakby się chcieli tu wprowadzić.
-O cholera.... - zdołałam wypowiedzieć kiedy wszyscy naraz wsypywali mi się do domu.
Na moje szczęście i ich nieszczęście, cztery kraje, których nienawidziłam próbowały się dostać ostatnie. Próbowały, bo zagrodziłam im drogę ręką.
-Macie niezły tupet tu przychodzić, i jeszcze większy, żeby bez pytania wparowywać mi do domu – używałam tego tonu, co mordercy przed zaatakowaniem ofiary.
Spojrzeli się na siebie zdezorientowani. Czułam to, bo nawet nie zaszczyciłam ich spojrzeniem.
-Przepraszam, ale nie wiem o co Ci chodzi – pierwszy odezwał się Niemiec
-Od kiedy jesteśmy na „ty”, skurwielu ?
Widać było, że zdenerwowałam go bezpodstawnym, jak dla niego, obrażaniem.
-Pójdziecie sami, czy mam wam pomóc? - nie zeszłam z mojego tonu ani na chwilę.
Po ich tępawych minach nie wiedzieli o co mi chodzi.
-Nie wiesz o co chodzi, tępy młotku? Nie dziwie się, taki idiota jak ty ma ciasną głowę. Gdybyś miał chociaż te dwa punktu IQ dostrzegłbyś, że na prawo od moich drzwi znajduje się godło Polski, a nad drzwiami namalowałam flagę. Nie przypadkowo. Moja rodzina jest jedną z nielicznych czystokrwistych Polaków. Nie masz prawa wejść na ziemię bronioną przez nas. Więc zabieraj swój debilny zadek i uciekaj póki masz jeszcze nogi.
Nie ruszył się z miejsca, jak nikt. Wszyscy wpatrywali się we mnie. Albo z szacunkiem albo ze przerażeniem. Przez kilka długich sekund nic się nie działo, niektórzy bali się nawet oddychać. Teraz kiedy mogłam dokonać zemsty, nie obchodziło mnie co inni sobie myślą. Nawet Ci na których mi zależało. Ciszę rozerwał głośny śmiech Prus.
Tym razem nie wytrzymałam. Wyjęłam nóż, który był ukryty w ścianie i rzuciłam się na Prusy. Zanim ktoś zdążył zareagować Gilbert miał rozcięte gardło i krtań w mojej zaciśniętej pięści. Prychnęłam na niego z wyższością. I że niby ON uważał się za „zaglibistego”? Toż to śmieszne!
Upadł na brzuch więc na jego plecach narysowałam znak Polski Walczącej.
Teraz wszyscy patrzyli na mnie z rosnącym przerażeniem.
-Jeśli się nie usuniesz z mojej posesji, tępaku w przeciągu pięciu minut to skończysz gorzej niż on – rzuciłam w stronę Niemca.
Po tych słowach rzucił się do ucieczki przerzucając ciało brata na plecy. Została mi tylko dwójka.
-Austrio, nie sądzisz chyba, że Cię tu przyjmę, co?
Widać było po jego minie, że się mnie boi. W sumie podobało mi się to.
-Z całym szacunkiem, niestety nie wiem czym ja zawiniłem
-Nie wie! - przybrałam rozbawioną minę – A może przypomną Ci się daty 1683, 1772 i 1795 ?
Zauważył, nie mówiąc ani słowa do mnie, oddalił się pospiesznie. Stanęłam przed Rosją, jak zwykle się uśmiechał. Spojrzałam mu w oczy, musiało to wyglądać przekomicznie, bo przy moim wzroście (167 cm) jego 182 cm, powinny napawać mnie lękiem. Jednak to tak nie działało.
-Dobrze wiesz, że masz uciekać, prawda?
-Wódka?
Po jednym słowie widziałam, że go nienawidzę. Miło.
-Tobie też mam pomóc?

Po czym odwrócił się i poszedł śpiewając pod nosem pijacką pieśń. Odwróciłam się. Wszyscy patrzyli się na mnie z gigantycznym szacunkiem. Tak, nastały dziwne czasy, a ja chcę im sprostać.



(Piszcie proszę komentarze!) 

2 komentarze: