Początek
Jak
w każdą sobotę siedziałam sobie przy kominku czytając książkę,
niczym ta sobota nie różniła się od innych. Prawie niczym, jeden
malutki szczególik, który zadecydował o tym, że moje życie
potoczyło się w takim kierunku. Po za tym nadając mu szaleńczy
rytm i coraz to nowsze niespodzianki każdego dnia.
Ten
malutki szczególik właśnie zaczął dobijać się do moich drzwi,
chociaż słowo „drzwi” nie pasowało do nich, bardziej „wrota”.
Zmęczona
po całym tygodniu poczłapałam do drzwi i je otworzyłam. Stał tam
sam Feliciano
Vargas.
-Ciocia
Nico! - krzyknął i rzucił mi się na szyję
-Mamma
mia! Chibiliano! Ale ty wyrosłeś!
Tuliłam
go dobre kilka minut, a potem zaprowadziłam go do kuchni. Od razu
wziął się za przygotowywanie pasty. Tak jak to miał w zwyczaju,
kiedy do mnie przychodził, jak był malutki i służył u tego
„arystokraty” Austrii. Siadałam wtedy z nim na kolanach i
słuchałam jego opowieści. Stałam się dla niego po prostu ciotką
Nico, bo nie potrafił powiedzieć mojego imienia Nikol. I zostało
Nico.
Rozmawialiśmy
dość długo, szczególnie o jego początkach samodzielnego życia,
gdy odszedł od Austrii. Widziałam jednak po jego zachowaniu, że
coś przed mną ukrywa.
-Felicjano,
dobrze wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko, prawda?
-Etto....eh...etto...
- widać wyraźnie że wstydził się o coś mnie poprosić.
By
dodać mu otuchy przytuliłam go do siebie kołysząc się na boki i
nucąc kołysankę. Bardzo to lubił w dzieciństwie, a on tak szybko
by się nie zmienił. Pomijają fakt, że ostatni raz widziałam go
ponad pięćset lat temu.
Nie
byłam ani królestwem ani państwem, jednak żyłam dalej. Sama nie
wiedziałam jak to działa. Po prostu się nie starzałam, zawsze
wyglądałam jak siedemnastolatka. Przez pierwsze dwa wieki
pracowałam prawie bez przerwy, by dorobić się dzisiejszego
majątku. Do tej pory pracuję tylko lżej. Jako tłumacz, pisarka,
albo historyk.
Usłyszałam
jak pochrapuje po cichutku, najwyraźniej zamyśliłam się tak
mocno, że nie zauważyłam, kiedy zasnął. Ułożyłam go na
kanapie, i przykryłam kocem, którym owinełam się podczas czytania
książki. Szybko zaniosłam resztki po kolacji do kuchni i mogłam
się z czystym sumieniem położyć do łóżka.
Ledwo
położyłam głowę na poduszce bezduszna maszyna o demonicznej
nazwie „budzik” odgrywała już swoją morderczą balladę,
mającą na celu wytrącenie mnie z łóżka. Stękając wyczłapałam
się z pokoju poprzednio rzucając budzikiem z odpowiednią siłą o
ścianę.
Raptem
wyszłam z pokoju poczułam błogosławiony zapach świeżej pizzy.
Całkiem rozbudzona i cała w skowronkach weszłam do pokoju, gdzie
czekał na mnie ciepły włoski przysmak.
-Buongiorno!
(Dzień dobry) – zawołał Feliciano.
-To
która jest godzina? - zapytałam mocno zdezorientowana.
-Dochodzi
czternasta
-Jakim
cudem ja nie śpię? - zapytałam siebie w duchu.
Ktoś
zadzwonił do drzwi. Zmęczona, nieprzebrana i nieuczesana poszłam
prosto do wrót, by je otworzyć, chcą spławić kolejną osobę.
Zwykle przychodzili domokrążcy, choć parę razy przyszedł facet,
chcąc odkupić dom i zrobić w nim muzeum.
Otworzyłam
drzwi i zamurowało mnie. Stały tam aż 22 państwa, każde z
walizką albo torbą. Wyglądali jakby się chcieli tu wprowadzić.
-O
cholera.... - zdołałam wypowiedzieć kiedy wszyscy naraz wsypywali
mi się do domu.
Na
moje szczęście i ich nieszczęście, cztery kraje, których
nienawidziłam próbowały się dostać ostatnie. Próbowały, bo
zagrodziłam im drogę ręką.
-Macie
niezły tupet tu przychodzić, i jeszcze większy, żeby bez pytania
wparowywać mi do domu – używałam tego tonu, co mordercy przed
zaatakowaniem ofiary.
Spojrzeli
się na siebie zdezorientowani. Czułam to, bo nawet nie zaszczyciłam
ich spojrzeniem.
-Przepraszam,
ale nie wiem o co Ci chodzi – pierwszy odezwał się Niemiec
-Od
kiedy jesteśmy na „ty”, skurwielu ?
Widać
było, że zdenerwowałam go bezpodstawnym, jak dla niego,
obrażaniem.
-Pójdziecie
sami, czy mam wam pomóc? - nie zeszłam z mojego tonu ani na chwilę.
Po
ich tępawych minach nie wiedzieli o co mi chodzi.
-Nie
wiesz o co chodzi, tępy młotku? Nie dziwie się, taki idiota jak ty
ma ciasną głowę. Gdybyś miał chociaż te dwa punktu IQ
dostrzegłbyś, że na prawo od moich drzwi znajduje się godło
Polski, a nad drzwiami namalowałam flagę. Nie przypadkowo. Moja
rodzina jest jedną z nielicznych czystokrwistych Polaków. Nie masz
prawa wejść na ziemię bronioną przez nas. Więc zabieraj swój
debilny zadek i uciekaj póki masz jeszcze nogi.
Nie
ruszył się z miejsca, jak nikt. Wszyscy wpatrywali się we mnie.
Albo z szacunkiem albo ze przerażeniem. Przez kilka długich sekund
nic się nie działo, niektórzy bali się nawet oddychać. Teraz
kiedy mogłam dokonać zemsty, nie obchodziło mnie co inni sobie
myślą. Nawet Ci na których mi zależało. Ciszę rozerwał głośny
śmiech Prus.
Tym
razem nie wytrzymałam. Wyjęłam nóż, który był ukryty w ścianie
i rzuciłam się na Prusy. Zanim ktoś zdążył zareagować Gilbert
miał rozcięte gardło i krtań w mojej zaciśniętej
pięści.
Prychnęłam
na niego z wyższością. I że niby ON uważał się za
„zaglibistego”? Toż to śmieszne!
Upadł
na brzuch więc na jego plecach narysowałam znak Polski Walczącej.
Teraz
wszyscy patrzyli na mnie z rosnącym przerażeniem.
-Jeśli
się nie usuniesz z mojej posesji, tępaku w przeciągu pięciu minut
to skończysz gorzej niż on – rzuciłam w stronę Niemca.
Po
tych słowach rzucił się do ucieczki przerzucając ciało brata na
plecy. Została mi tylko dwójka.
-Austrio,
nie sądzisz chyba, że Cię tu przyjmę, co?
Widać
było po jego minie, że się mnie boi. W sumie podobało mi się to.
-Z
całym szacunkiem, niestety nie wiem czym ja zawiniłem
-Nie
wie! - przybrałam rozbawioną minę – A może przypomną Ci się
daty 1683, 1772 i 1795 ?
Zauważył,
nie mówiąc ani słowa do mnie, oddalił się pospiesznie. Stanęłam
przed Rosją, jak zwykle się uśmiechał. Spojrzałam mu w oczy,
musiało to wyglądać przekomicznie, bo przy moim wzroście (167 cm)
jego 182 cm, powinny napawać mnie lękiem. Jednak to tak nie
działało.
-Dobrze
wiesz, że masz uciekać, prawda?
-Wódka?
Po
jednym słowie widziałam, że go nienawidzę. Miło.
-Tobie
też mam pomóc?
Po
czym odwrócił się i poszedł śpiewając pod nosem pijacką pieśń.
Odwróciłam się. Wszyscy patrzyli się na mnie z gigantycznym
szacunkiem. Tak, nastały dziwne czasy, a ja chcę im sprostać.
(Piszcie proszę komentarze!)
(Piszcie proszę komentarze!)
Więcej *q*
OdpowiedzUsuńJuż jest. Zapraszam :D
Usuń